środa, 28 stycznia 2015

first ♥

"Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie."
~Andrzej Sapkowski



     A więc jak już wspomniałam, studiuję na ASP w Poznaniu i jestem na 2 roku. 
Na całe szczęście 1 rok minął bardzo szybko. Bardzo łatwo nawiązałam nowe znajomości. Wszyscy się ze wszystkimi idealnie dogadują, jak jedna wielka artystyczna rodzina. Oczywiście są wyjątki, zawitało tu parę suk i sukinsynów, ale to tylko wyjątki w niewielkiej liczbie. 
    Mieszkam razem z moją przyjaciółką - Zuzką - która studiuje psychologię i również jest na 2 roku. Znamy się od malutkiego, nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. W związku z tym, że dziewczyna studiuje psychologię i ukierunkowuje się na psychologię sportową, często chodzimy na mecze Lecha Poznań. Twierdzi, że chce poznać jak to wszystko tam działa i oczywiście jestem zmuszona chodzić z nią, mimo, że nie przepadam za tą drużyną.
  Nie mamy swoich drugich połówek, po co nam chłopaki. Przynajmniej tak obie twierdziłyśmy przez cały 1 rok.. Kto wie, co teraz się stanie. Ale póki co, nie myślimy o tym zbytnio, jesteśmy zajęte swoimi studiami. 
    Pomimo tego, że mieszkamy razem, widzimy się w sumie tylko rano i wieczorem. Obie mamy swoje tymczasowe miejsca pracy. Ja pracuję w restauracji znajdującej się 15 km od naszego mieszkania jako kelnerka, a Zuza jest asystentką w pobliskiej bibliotece. 
   Nasze marzenia się spełniają.. Czego chcieć więcej?
- Nadiaaaaaa! - wparowała przez drzwi, kiedy już prawie zasypiałam.
- Coo jest? - jako "siostra" chciałam być grzeczna i ładnie się podnieść bez marudzenia, jednak zaspanie robi swoje i niezbyt mi to wychodziło. Nadal leżałam wbita głową w poduszkę.
- Wstawaj no do cholery kamienica się fajczy!
Wytrzeszczyłam oczy jeszcze nie do końca wiedząc, o co dokładnie chodzi.
- No rusz dupę!- szybkim ruchem ramion ściągnęła ze mnie kołdrę, wzięła za rękę i szarpnęła zrzucając mnie z kochanego łóżka.
 Wylatując z mieszkania, na całe szczęście zdążyłam wziąć płaszcz, bo byłam tylko w swoich ulubionych, różowych pidżamkach w misie,a na dworze był niemiłosierny mróz. 
 Wybiegłyśmy w tłum ludzi stojący przed kamienicą, a za nami snuła się niewyobrażalnie wielka i gęsta chmura dymu. Chyba opuściłyśmy gmach jako ostatnie, bo ochroniarze i strażacy bardzo ucieszyli się na nasz widok, po czym przystąpili do prób ugaszenia pożaru. 
  Stałyśmy tak przerażone, że nie byłyśmy w stanie wydusić z siebie słowa, ale gdy wzajemnie zobaczyłyśmy swoje miny, jak głupie wybuchnęłyśmy śmiechem jako jedyne z całego ludu. W oddali usłyszałyśmy głos jakiegoś starszego pana "No i z czego wy się wariatki śmiejecie!? Dom straciliśmy!" , po czym wskaźnik naszej głupawki wzrósł do maksimum i śmiałyśmy się już kompletnie na cały głos. 
 Po chwili jednak w naszych głowach zaświtała myśl 'co my teraz zrobimy?'. Przecież wszystkie nasze ubrania, żywność, pieniądze zostały w mieszkaniu, a mieszkanie otoczone jest płomieniami. Jeśli nie uda się nic odratować, to jesteśmy w czarnej dupie. Żadna pomoc społeczna nie przychodzi z informacją, nikt nie oferuje noclegu, więc mądra Zuza wpadła na pomysł, żeby przenocować u kogoś "na krzywego". Nie miałam nic do stracenia, uznałam, że to doskonały pomysł i w krótką chwilę wyparowałyśmy z rozjuszonego tłumu.
  Chodziłyśmy ulicami Poznania w sumie bez celu. Zuza - odwalona w elegancką kurtkę, ołówkową spódnicę i idealną fryzurę i ja.. w starym płaszczu i mojej ulubionej, różowej pidżamie w misie z gniazdem na głowie.
  Po niecałej godzinie szwędania się, znalazłyśmy pomocnych ludzi, którzy jak mnie zobaczyli, sami zaoferowali nocleg. 
 Nie ukrywam, że byłyśmy bardzo szczęśliwe. To, że akurat wpadłyśmy razem do kałuży, uratowało naszą sytuację. Zjadłyśmy drobną (tyle, że prawie nic), pyszną, zdrową kolację na 'poprawienie humoru', ogarnęłyśmy się trochę, dostałyśmy jakieś nowe ubrania i wykończone położyłyśmy się do łóżka.
- Zuzka..- powiedziałam z nutką tajemniczości.
-Hmm?
- Moje obrazy.. Moje 3 obrazy, które miały iść w poniedziałek na wystawę. JA PIER DZIE LĘ..
- Dobra, daj już dzisiaj spokój, namalujesz nowe..
- Nowe!? Jest czwartek! Te obrazy mają być idealnie dopracowane na poniedziałek!
- Nie marudź, idź już spać. Jak wyjaśnisz im sytuację, zrozumieją.
- Nie o to chodzi! Gdzieś mam czy mnie opieprzą, czy nie. To byłaby dla mnie taka promocja.. Tylko i wyłącznie ja na tym stracę.
Nie usłyszałam już odpowiedzi, tylko umiarkowany oddech przyjaciółki leżącej obok. Dałam sobie spokój z myśleniem na dziś i również oddałam się w objęcia Morfeusza.


Obudziłam się, bez świadomości tego, gdzie jestem. Nie powiem, wystraszyłam się i na początku pomyślałam, że jestem w jakiejś ukrytej kamerze albo coś. Otrząsnęłam się dopiero wtedy, kiedy Zuza wbiła do pokoju śpiewając "POOBUDKA WSTAĆ! KONIOM WODY DAĆ!". Poszłam do łazienki trochę się odświeżyć, jakoś ludzko i przyzwoicie ubrać i udałam się do salonu nowo poznanej rodzinki. Przy stole już siedziała Zuza i ze smakiem jadła naleśniki polane czekoladą i sugerowała mi, abym obok niej usiadła. 
- Gdzie oni wszyscy są?- spytałam ze zdziwieniem.
- W pracy. Też się rano zdziwiłam, ale zostawili kartkę i wszystko już wiedziałam. Ale kamery mają zamontowane, skubani.. Muszą mieć sporo hajsu na taki sprzęt.
Gadała jak najęta, a ja, z racji tego, że nie miałam nic konkretnego w ustach już od 30 godzin, zajadałam się naleśnikami. 
Po 10 min odezwałam się ze świadomością tego, co w ogóle gadam.
- Ej.. Co my dziś będziemy robić? Nie będziemy przecież teraz ciągle na utrzymaniu tej rodziny..
Przyjaciółka popatrzyła się na mnie jak na idiotkę i z takim jakby lekkim niedowierzaniem, stwierdziła.
- Przecież mówiłam to samo przed chwilą.. Odpowiedziałaś, że pójdziemy do hotelu..- uśmiechnęła się delikatnie i wytrzeszczyła oczy.
Przybrałam taki sam wyraz twarzy i patrząc się na pustą, białą ścianę jęknęłam.
- Taaak? Naprawdę?..- spojrzałam się na Zuzę i po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Po śniadaniu, długo jeszcze siedziałyśmy przy stole rozmyślając, jakie są nasze plany na dziś dzień. Zastanawiałyśmy się, czy poczekać na rodzinkę i osobiście podziękować za uratowanie, czy zostawić kartkę z wiadomością. Głuchą ciszę, która nas opanowała, przerwał dźwięk otwierających się drzwi, a w progu dostrzegłyśmy "mamuśkę", czyli Pani Monday, właścicielkę domu. Nie czekając, podbiegłyśmy do niej i uściskałyśmy w ogromnymi podziękowaniami. Wzięłyśmy swoje kurtki, "nowe" ubrania, torebki i wyszłyśmy, serdecznie się przy tym żegnając.
  Nie wiem, czy Zuza też, ale ja nie zdawałam sobie sprawy z powagi naszej sytuacji. Jakoś nie odczuwałam tego tragizmu. 
Postanowiłyśmy poszukać jakiegoś pokoiku w pobliskim hotelu na jedną noc ( bo na więcej nas nie stać) a później zobaczyć, co stało się z naszą kamienicą. 
Zrobiłyśmy zgodnie z zamiarami. Zostawiłyśmy rzeczy w wynajętym pokoju i udałyśmy się na ulicę Cichą. Budynek był w opłakanym stanie. Widziałyśmy, jak strażacy kończą swoją pracę i wynoszą pozostałości z mieszkań. Odetchnęłyśmy z ulgą, kiedy usłyszałyśmy, że nasze mieszkanie nie zostało dotknięte tak bardzo, płomienie zlitowały się nad nami i zostawiły trochę pieniędzy i naszych kosztowności. Otrzymałyśmy wszystkie nasze rzeczy i czym prędzej zaniosłyśmy je do hotelu i umieściłyśmy w bezpiecznym miejscu.
Pierwsze co zrobiłyśmy, to podliczyłyśmy pieniądze, czy stać nas na jakieś tanie, malutkie mieszkanie. Z nadzieją liczyłyśmy do ostatniego grosza i nawet szukałyśmy po pokoju, czy czasem pokojówka nie przeoczyła zgubionych pieniędzy przez jakiegoś hotelowicza. 
- Bez paniki stara, bez paniki. Damy sobie radę, mamy na to cały dzień- na jej twarzy gościł delikatny uśmiech, jakby nie dowierzała, co tak właściwie mówi.
- Bez paniki mówisz? Nie stać nas na 3 noce w hotelu..- dotarło do mnie, że nie będzie teraz tak łatwo.
Spojrzała na mnie wielkimi oczami, w których malowało się pierwsze pojęcie o powadze sytuacji.
- Daj spokój.. Na pewno dostaniemy jakąś pomoc finansową. Mam nadzieję, kuźwa. Chodź, przejdziemy się.
Wyszłyśmy spokojnym krokiem z małego pokoiku i udałyśmy się w kierunku wyjścia.

~~~ z punktu widzenia Zuzy~~~

Szłyśmy sobie spokojnie wąskim korytarzem, gadałyśmy sobie, od czasu do czasu padł odgłos głośnego śmiechu. Byłyśmy z jakieś 30 m od wyjścia. Opowiadałam Nadii pewną historię. Z doświadczenia wiem, że zawsze, kiedy ona mnie słucha, nie chce mi przerywać i jest bardzo cicho, więc nie przejęłam się kiedy przez jakiś czas nie dawała znaku życia. Patrzyłam przed siebie i gadałam zawzięcie. Obracając się ze słowami " Nieźle, nie?" w kierunku przyjaciółki, oczekiwałam jej śmiesznego wyrazu twarzy z cyklu "No co ty pierdolisz". Patrzę, a jej koło mnie nie ma. Zdałam sobie sprawę, że przez chwilę, wyglądałam jak psychopatka gadająca sama do siebie..

*~~~~~~~~~~~~*


Poczułam mocne uderzenie w czoło i na chwilkę urwał mi się film. Miałam świadomość, że Zuza przed chwilą mi coś opowiadała i że leżę na podłodze, ale nie mogłam otworzyć oczu. Bardzo bolała mnie głowa.

~~~ z punktu widzenia Zuzy~~~

Obróciłam się za siebie i zobaczyłam Nadię leżącą na wznak obok drzwi. Osłupiała podniosłam wzrok znad jej nieruchomego ciała, żeby zobaczyć, kto jest na tyle mądry, żeby zrobić coś takiego. Niestety sprawca stał tyłem do mnie i nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Podbiegłam szybko do przyjaciółki i chłopaka stojącego nad nią. Popatrzyłam na jej twarz i zobaczyłam skrawek jej niebieskiego koloru oczu.  'Uff, żyje'- pomyślałam. 
- Siema, kaleko- powiedziałam do półprzytomnej poszkodowanej. Lekko pogłaskałam ją siostrzanie po policzku, a mój wzrok skierował się na zszokowanego osobnika stojącego nad nami.
- No nie wierzę.. Cześć brat!- na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech widząc Maćka Kota. Przytuliliśmy się do siebie po ładnych paru miesiącach, jakbyśmy mieli po 10 lat.  Postanowiliśmy jednak odłożyć szczegóły i czułości na bok i zająć się leżącą Nadią.

*~~~~~~~~~~~~*

-Powaliło, kurde?..- wybełkotałam, trzymając prawą dłoń na czole, a lewą próbowałam się podnieść. Powoli, delikatnie otwierałam oczy, żeby uniknąć gwałtownego nasilenia się bólu głowy i starałam się spojrzeć na twarze znajdujące się przede mną. 
- Jezus.. Przepraszam, nie widziałem, że idziesz.. Mocno boli? Czekaj, pomogę Ci.
Poczułam silne i mocne dłonie na swoich rękach i plecach. Byłam już w stanie w pełni spojrzeć na to co się dzieje i kiedy dostrzegłam, kto trzyma mnie w swoich ramionach, poczułam jak serce uderza mi do gardła. Stał przede mną mój ukochany skoczek narciarski. Zuzka nigdy wcześniej nie wspominała, że zna jakąś sławną osobę, ani tym bardziej, że jest z nią w rodzinie. Nie wiedziałam kompletnie co mam powiedzieć, rzuciłam tylko przeszywający wzrok na Zuzę. Moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa, miałam wrażenie, jakby były z waty. 


_______________________________


No, jest pierwszy :D 
Nie mam pojęcia co mnie podkusiło, żeby założyć bloga, no ale.. jakoś tak wyszło :D 
Jeśli tu jesteś, to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza ♥